prostydomek.pl

Sami odpowiadamy za to, jak żyjemy. Ja staram się żyć prost. PROSTY DOMEK to miejsce, gdzie przeczytasz o moich doświadczeniach i przemyśleniach z obszaru organizacji życia rodziny. Będzie mi miło, jeśli przyjemnie spędzisz czas a może nawet weźmiesz sobie stąd coś dla siebie.

Ubrania – jak dochodziłam do swojego stylu?

Ubrania – jak dochodziłam do swojego stylu?

Kiedyś nie miałam swojego stylu ubierania się. Zazdroszczę wszystkim, którzy od początku albo dość szybko wiedzą w jakich ubraniach czują się dobrze i w jakich ubraniach chcą chodzić. U mnie to niestety było inaczej. Ciężko i pod górkę. Ale widocznie tak musiało być. Choć zdecydowanie później niż szybciej również doszłam do tego, jakie ubrania chcę mieć w szafie. Jak do tego doszłam i co mogę poradzić wszystkim tym, którzy swojego stylu ciągle jeszcze nie odnaleźli?

Uświadomić sobie potrzebę zmian

To pierwszy ważny krok w tym temacie. U mnie przez ten cały długi okres szafa była zupełnie nieokreślona. Było w niej wszystko. Taka zbieranina. Już Wam spieszę pisać, skąd się takowa wzięła. Te spodnie – bo tanie, ta bluzka – bo ma fajne paski, ten sweter – bo siostra już nie nosi i szuka na niego chętnych a że fajny i pasuje to biorę, ta bluzka – bo z lumpeksu, tania a do tego jaka odjazdowa (takiej jeszcze nie mam) i tak dalej ….  Żadnego ładu i składu. Żadnego stylu. W efekcie czułam się też taka nijaka, nieokreślona. Niektóre ubrania były nawet mało wygodne, ale i tak je zakładałam. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, że jest coś  takiego jak swój styl ubierania się, że można mieć ubrania tylko takie, które się świadomie wybrało. Jak sobie przypomnę te czasy, to cieszę się, że mam już ten okres za sobą.

Kiedy uświadomiłam sobie potrzebę zmian?

Po dwóch ciążach, kiedy to wymieniłam ponownie ciuchy ciążowe na normalne. Zobaczyłam, że nie zmieszczę się już w żadne spodnie dżinsowe sprzed ciąży. Nawet gdybym miała bardziej schudnąć (a w sumie już nie miałam co zrzucać, bo wróciłam ponownie do wagi sprzed ciąży) to i tak nic z tego. Zrobiłam się jakby szersza w biodrach i brzuch już nie ten sam. Niby waga gra, ale jednak w pasie coś zostało. Do tego po czasie ciąży uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie potrzebuję dużo ubrań. Ilość moich ubrań na czas ciąży była bardzo skromna i w zupełności mi ona wystarczyła. Wszystko ograniczało się do dwóch, trzech kolorów i trzech paru spodni. Naprawdę niewiele. W momencie powrotu do ciuchów sprzed ciąży rzuciło mi się w oczy, jak pstrokata jest ponownie moja szafa. I wcale nie chciałam do tego wracać. Ciuchów może nie było mega dużo, ale i tak o wiele więcej niż bym potrzebowała i każdy z innej bajki.

Zrobić „czystkę” w szafie

Ja przynajmniej tak zrobiłam. Wyrzuciłam z szafy wszystko co pstrokate, co mam w szafie tylko dlatego, że kiedyś ktoś mi to dał jak i to co zrobiło się po ciąży za małe. W szafie pozostała mi jedna para dżinsów i z dwa swetry. Ale nie żałuję. To był dobry krok. Już wtedy wyrzucając ciuchy z szafy zastanawiałam się nad tym, co w takim razie mam dokupić. Możliwości jest przecież wiele. Którą drogą pójść? Jak postępować, żeby szafa nie wróciła do pierwotnego stanu? Na początku uznałam, że najbezpieczniej będzie dokupić po prostu jeszcze jedną parę dżinsów, żeby mieć spodnie na zmianę.

Odnaleźć / określić  swój styl

Jakaś część mnie już w momencie robienia czystki w szafie podpowiadała mi w jakim kierunku mam iść. Sama się siebie jednak pytałam, czy rzeczywiście tak to widzę i tak chcę. Postanowiłam iść tą drogą i zobaczyć, jak to będzie. Rozglądałam się wokół siebie zastanawiając się jak chcę się ubierać. I odpowiedź znalazłam (tu możecie śmiać się, ale tak właśnie było…) obserwując bohaterki polskich mega znanych seriali jak M jak Miłość, Barwy Szczęścia. Oglądałam te seriale regularnie, przyznaję się. Zauważyłam, że wiecie – w bohaterkach zakochują się nieustannie kolejni faceci – a one w zasadzie najczęściej mają jakiś wrzucony na siebie sweter i zwykłe spodnie. Przyglądałam się im i musiałam stwierdzić, że w sumie wcale to nie wygląda najgorzej. W sumie wygląda bardzo dobrze. Dotarło do mnie, że nie ubrania grają w serialu główną rolę a sami aktorzy. Że oglądam kolejne odcinki, bo ważna jest dla mnie akcja, wątki i emocje a nie strój aktorów. Jak dziwnie to zabrzmi, dotarło do mnie, że to ja jestem ważna, a nie to co akurat mam na sobie. Że ważna jest wygoda, że ważne jest, by czuć się dobrze. Od wtedy postawiłam na zestaw spodnie i sweter / shirt z długim rękawem. I taki styl preferuję do dziś a minęły już cztery lata. Jest mi z tym bardzo dobrze, wygodnie i co najważniejsze wiem, że dobrze wyglądam. Dodatkowo przyznałam sama przed sobą, że mam dość wszelkich wzorów, jeśli chodzi właśnie o swetry i shirty. Powiedziałam to sobie samej, że nawet jeśli kiedyś nie przeszkadzały mi paski tak teraz mam już ich dość. Ciężko było mi znaleźć coś sensownego do kupienia. Przeglądając sklepy internetowe albo wieszaki w sklepach stacjonarnych irytowałam się często, że jeśli by wykluczyć wszystkie wzorzyste i pasiaste propozycje to wybór zostaje niewielki, czasem to nawet żaden. Stąd też i moja szafa nie pęka w szwach. Wolę mieć mniej ubrań, ale takich z których jestem rzeczywiście zadowolona. Pamiętacie jeszcze zdjęcie którym zaczynam wpis? Są na nim dwa moje swetry. Trzeci mam na sobie w momencie robienia zdjęcia, czwarty biały jest akurat w praniu. Tylko tyle ich mam i aż tyle. Po jakimś czasie do swetrów i shirtów doszły koszule. Mam ich póki co tylko trzy – białą, w delikatnym błękicie i zielono – szarą, którą widać na zdjęciu w zakładce o mnie. Inną sprawą jeśli chodzi o wzory są ubrania na lato. Tu mam letnie spodnie, które są ze wzorem i jedną sukienkę w panterkę, którą jednak za swoją prostotę (prosty krój) i lekkość bardzo lubię. Poza tymi wyjątkami też preferuję ubrania w jednym kolorze.

Dobór kolorów

Mimo, iż wiedziałam już, że chcę dokupić sobie sweter / shirt i wiedziałam już, że ma być on jednolity to ciągle nie wiedziałam w który kolor pójść. W sumie pracuję nad tym całe te cztery lata – etapami sprawdzając jak wyglądam i czuję się w danym kolorze. Jestem ciągle w drodze i jeszcze nie dobrałam ostatecznie jakiejś stałej bazy kolorów. Te kolory, które mam teraz w szafie lubię, ale nie wiem, czy są one tymi najlepszymi i jedynymi. Pod tym kątem jeszcze się rozglądam, przysłuchuję co mówią inni. Jakiś rok temu prowadząca pewien kanał na You Tube chwaliła sobie bardzo biel a jeśli już kolory to pastelowe odcienie różu i błękitu. Nie miałam chyba nigdy nic w takich właśnie kolorach. „Nie dowiem się, czy mi te kolory pasują, dopóki nie będę miała czegoś do ubrania” – to były wtedy moje myśli. Nie wiedziałam, czy polubię się z bielą. W związku z tym kupiłam najpierw na próbę dwa shirty, które cenowo wypadają taniej niż swetry. I to było piękne odczucie. Strzał w dziesiątkę. Dobrze mi było w bieli. Tak inaczej… Już wiedziałam, że zostanie ze mną. Gdy wiedziałam już, że chcę mieć białe ubrania w szafie, dokupiłam biały sweter. W bieli czuję się bardzo dobrze, lekko i świeżo. Ubrań w odcieniach pastelowych jeszcze w mojej szafie nie ma. I nic nie szkodzi, bo mając swoją bazę wcale nie czuję potrzeby by się z tym spieszyć.

Kolejny etap

Mam w szafie ubrania, które chętnie noszę. Kolory jeszcze testuję. Teraz zwracam dodatkowo uwagę na to z czego zrobiony jest sweter ponieważ stałam się świadoma tego, że niektóre materiały służą nam lepiej niż inne. Zaś to, żeby generalnie sweter wyglądał dobrze po więcej niż po jednym praniu było dla mnie ważne już od dawna. Przez to wszystko znalezienie odpowiedniej rzeczy staje się trudniejsze, ale nie niemożliwe. Cieszę się, że poczyniłam tak duże postępy w tym zakresie.

Jak mi dziś dobrze

Bardzo się cieszę, że znalazłam mój styl ubierania się. Jest mi dziś tak dobrze, że w mojej szafie nie ma nic wzorzystego. Dobrze mi, że wiem już, jak lubię się ubierać. Porządek w ubraniach i fakt, że człowiek wie w co się ma ubrać i dodatkowo czuje się w tym ubraniu dobrze – to inna jakość życia.

Mówię Wam to ja, która przeszła tę drogę.

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Czesc? Pisałam odpowiedź na Twój komentarz u mnie, ale syn mi przerwał i trafiłam az tutaj? cudowny post! I przepis jak dla mnie. Ja ciągle planuję schudnąć, wiec moja szafa wygląda jak ja: przed metamorfozą. Tyle tylko, że ten stan trwa już kilka lat… ? wstyd, ale ostatnio przypomniało mi się, ze uwielbiam koszule, wiec nie będę już czekać na mniejszy rozmiar, tylko kupię tą, w której dobrze mi teraz…
    Serdecznie Cię pozdrawiam i zagoszczę na dluzej? i pamiętam Bycie mamą…?

    1. Koszule robią robotę 🙂 Dzieci rosną, będzie dobrze 🙂 Pozdrawiam Cię!

Dodaj komentarz

Close Menu