prostydomek.pl

Sami odpowiadamy za to, jak żyjemy. Ja staram się żyć prost. PROSTY DOMEK to miejsce, gdzie przeczytasz o moich doświadczeniach i przemyśleniach z obszaru organizacji życia rodziny. Będzie mi miło, jeśli przyjemnie spędzisz czas a może nawet weźmiesz sobie stąd coś dla siebie.

O czym nie myślimy zostając mamą?

O czym nie myślimy zostając mamą?

Jesteś w ciąży? A może niedawno urodziłaś? W takim razie to post dla Ciebie. I nie, nie będzie tu żadnej listy rzeczy must have przy opiece nad niemowlakiem ani rozważań, jakie pieluchy czy posiłki są dla dzieci najlepsze itd. Bo ja wiem, że Ty to ogarniasz 🙂 Każda z Was inaczej, ale jednak.

Dziś chcę napisać o czymś, o czym dużo z nas nie zdaje sobie w ogóle sprawy. Ja nie przeczytałam o tym w żadnej książce o macierzyństwie. Może było o tym gdzieś wspomniane, może poświęcono temu kilka zdań a może nawet rozdział ale ja go ominęłam uważając, że jest mi to do niczego niepotrzebne. Dotarło to do mnie dużo za późno. Gdy paliła się już czerwona lampka ostrzegawcza.

Być może dzięki temu wpisowi Ty zwrócisz na to uwagę dużo wcześniej co spowoduje, że unikniesz tej przykrej sytuacji.

O co mi chodzi?

Gdy rodzi się nam dziecko, mamy zazwyczaj wszystko na start. Wszystko zorganizowaliśmy na błysk, często łącznie z odświeżeniem ścian. Potem też dajemy z siebie wszystko. Chcemy mieć najlepsze obiadki, najlepsze zabawki dla naszych pociech. I w zasadzie to wszystko jest bardzo w porządku, dopóki nie zapomnimy, że

DZIECKO TO WYZWANIE NA LATA !!!

A w związku z tym sił, zapału i chęci musi nam starczyć na dłużej niż rok, pięć czy osiem lat. Wyzwania przy dziecku nigdy się nie kończą : zaczęło chodzić – chce jechać rowerem i tak ze wszystkim. Pomyśl i przyznaj, jak często i czy w ogóle o tym myślisz?

Ja do szóstego roku życia mojego pierwszego dziecka nie myślałam o tym, że tych sił mi musi starczyć na dłużej…I nie myślałam, że może zabraknąć…

Bycie mamą na 200% nie wyszło mi na dobre

Nieświadoma niczego wyrabiałam normę 200% ….

  • Wszystko co działo się i było związane z dzieckiem przeżywałam cała sobą. Dwie ciąże, dwa porody, wizyty kontrolne u lekarzy.
  • Większość decyzji i wyborów brałam na siebie: jakie pieluchy, smoczek, mleko, słoiczki, zabawki, ubrania, butelka do picia, kosmetyki do pielęgnacji itd. Często zanim coś konkretnego wybrałam porównywałam z innymi produktami. Czytałam opinie i składy.
  • Tworzyłam przyjazne otoczenie dziecku do rozwoju. Z jednej strony bardzo wciągające, ale też z perspektywy czasu wiem, że męczące.
  • Czytałam książki o rozwoju dziecka
  • „Czytałam” z dzieckiem metodą Domana i według innej też – tak, robiliśmy to
  • Wdrażałam elementy metody Montessori – tak, to też u nas było
  • Woziłam dziecko na muzykę, gitarę, niemiecki, logopedię (dla oburzonych nadmiarem zajęć dodatkowych: moje dziecko zawsze miało tylko jedno zajęcie dodatkowe w tygodniu, wymieniłam tu zajęcia z kilku lat)
  • robiłam książeczki

Na zdjęciu widzicie nasze centrum edukacji gdy nasz syn był młodszy.

To wszystko to tylko kropla w morzu rzeczy, które pochłaniały mnie przez dobre sześć lat !!! To ogrom mojego wysiłku w to wszystko. Czy wymieniłam do tego tak prozaiczne czynności jak gotowanie, sprzątanie itd.?

Jeśli zapytacie „To po co tak sie produkowałaś?” odpowiem szczerze „Ja tym żyłam, nie wiedziałam nawet, że można inaczej ….” Nikt mi nie kazał tak robić, tak się angażować. Sama chciałam.

Ale wiecie co jest w tym najlepsze? Mijały lata a tych obowiązków było coraz więcej …. Nie mniej… Więcej! Pojawiły się kolejne wyzwania. Jak ogarnąć dwójkę dzieci? Jak wychowywać, żeby się nie kłóciły? Do tego doszła pierwsza klasa starszego dziecka i przedszkole u młodszego.

Rolki, jazda rowerem, rozmowy, tłumaczenie i pokazywanie świata.

Mnóstwo rzeczy do ogarnięcia. Trzeba być w formie.

A do mnie zamiast formy przychodzi zadyszka  i dociera do mnie, że muszę zwolnić.

Wiecie jakie to uczucie? Okropne. To wielka niechęć do obowiązków wykonywanych do tej pory bez mrugnięcia okiem.

Takie wielkie zmęczenie. Takie poczucie, że już mi się nie chce… i oczywiście wyrzuty sumienia z tego powodu.

Powiecie „Odpocznij sobie, wyjedź gdzieś”. Kochane, tu jeden wyjazd niczego nie załatwi. To tak ogromne zmęczenie fizyczne ale i psychiczne zarazem, że kilka dni odpoczynku niewiele pomoże. Tu trzeba zmian na większą skalę.

Skąd to zmęczenie?

Dopiero gdy przyszła „zadyszka” i nie chciała odpuścić pojawiły się przemyślenia, refleksje.

ZDAŁAM SOBIE SPRAWĘ, SKĄD TA ZADYSZKA SIĘ WZIĘŁA:

  • PRACA PONAD NORMĘ. WIELE ZROBIŁAM PRZEZ TE SZEŚĆ LAT: DLA DZIECI I Z DZIEĆMI. MNÓSTWO CZYNNOŚCI TYCH NIEZBĘDNYCH, ALE TAKŻE DODATKOWYCH, ZUPEŁNIE ZBĘDNYCH – PATRZĄC Z PERSPEKTYWY CZASU
  • ŹLE ROZPLANOWAŁAM SIŁY… NIE ZASTANAWIAŁAM SIĘ, CZY ICH KIEDYŚ ZABRAKNIE. PO PROSTU DZIAŁAŁAM.

Na końcu muszą być wnioski 🙂

Teraz myślę, że ogarnąć takie sprawy jak – jeść – pić – pieluszka – książeczka – zabawa- miłość (najważniesza)- to w zupełności wystarczy.

Gdybym mogła cofnąć czas, z połowy rzeczy zrezygnowałabym, bo z perspektywy czasu widzę, że były zbędne.

Może nie było by teraz tego kryzysu….

 

Gdy w Twoim domu śpi jeszcze słodko niemowlę, to wszystko dopiero przed Tobą.

Myślę jednak, że już na tym etapie każda mama powinna wiedzieć, jak ważne jest rozplanowanie sił i że wyrabianie 200% normy w dłuższej perspektywie nikomu nie przyniesie korzyści.

Piszę o tym, bo wiem, że jest Was więcej takich kobitek jak ja, które mocno angażują się we wszystko co związane jest z rozwojem malucha. Mnóstwo osób działa w temacie „wczesnej edukacji domowej” chociażby.

I oczywiście to wszystko jest bardzo fajne, dopóki robione z umiarem.

Niech moje doświadczenie (mamy z ośmioletnim stażem) da Ci do myślenia. Oczywiście, że może jesteś inna, bardziej wytrzymała i to Cię nie spotka. Ale czy wiesz to na pewno?

Ja nie myślałam, że poczuję tak ogromne wyczerpanie tak nagle i tak dobitnie.

A jak sobie z tym radzę? O tym będzie innym razem.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Close Menu