prostydomek.pl

Sami odpowiadamy za to, jak żyjemy. Ja staram się żyć prost. PROSTY DOMEK to miejsce, gdzie przeczytasz o moich doświadczeniach i przemyśleniach z obszaru organizacji życia rodziny. Będzie mi miło, jeśli przyjemnie spędzisz czas a może nawet weźmiesz sobie stąd coś dla siebie.

Jak to się stało, że zainteresowałam się świadomym życiem?

Jak to się stało, że zainteresowałam się świadomym życiem?

Idę inną niż dotychczas drogą już dobre trzy lata.

Zawsze jednak jest jakiś początek. Od czegoś musi się to wszystko zacząć. Od czegoś, od kogoś. Dzisiaj będzie właśnie o tym, jak to się stało, że zaczęłam interesować się świadomym życiem.

Prawie trzy lata temu

żyję sobie po swojemu (po staremu) z dnia na dzień zajmując się domem i dziećmi. Taki mam akurat okres w życiu, że najmłodsze dziecko ma dopiero około półtora roku i jestem z nim w domu. Starsze chodzi do przedszkola. Moje obowiązki wtedy to typowe obowiązki matki dwójki dzieci. Nic szczególnego się nie dzieje. Mam zwyczajne życie. Raz jest lepiej, raz gorzej. Są dni, gdy wszystko idzie łatwo. Są momenty, gdzie obowiązki mnie przytłaczają i z niczym się nie wyrabiam. Od czasu do czasu próbuję odpowiedzieć sobie na pojawiające się pytania typu: Co dalej? Jak tak żyć, gdy wszystko kręci się wkoło domu? Gdzie jestem ja w tym wszystkim? Jak wrócić do pracy, kiedy w sumie chciałabym robić coś innego niż to co przed ciążą, ale sama jeszcze nie wiem, co miałoby to być. Znam wtedy tylko jedną odpowiedź:”Nie wiem …”

Jest zima, na chodnikach leży śnieg. Starszy syn przyniósł jakieś choróbsko z przedszkola. A potem choroba dopadła też i mnie i męża. Typowe przeziębienie, katar i zapchany nos. Brak sił. Wreszcie nadszedł ten etap, że najgorsze jest już za nami, ale ciągle jeszcze dokuczają nam objawy choroby. Tak jakby przeziębienie nie chciało odpuścić. A ja już nie wiem, jak mam się leczyć. Ciągle zużywamy ogromne ilości chusteczek do nosa.

Nachodzą mnie nieustannie myśli:” Jesteś chora. Skąd weźmiesz siły na zajmowanie się dziećmi?”, „Teraz jeszcze dajesz radę, a co by było jakbyś się całkiem rozłożyła?” Mieszkaliśmy wtedy sami z daleka od rodziców, którzy mogliby w takiej sytuacji podbramkowej pomóc.

Najstarszy syn chodzi znowu do przedszkola, bo jest już zdrowy. W domu względna cisza. A ja sięgam po komórkę, bo mój umysł wysyła do mnie informację:” Znajdź jakiś sposób by się wzmocnić. Szybciej wyzdrowiejesz. Nareszcie wyzdrowiejesz”.

Sięgam po tę komórkę i wpisuję w wyszukiwarce coś co brzmi mniej więcej tak: domowe sposoby na odporność. Zatrzymuję się przy regenerującym bulionie z warzyw. Wchodzę na stronę a umysł mi podpowiada, że taki bulion mogę i powinnam ugotować w domu. Momentalnie czuję, jak wzmacniam się pijąc ten napój. Tak działa mój umysł. Czuję, że jest mi coraz lepiej, mimo iż jeszcze go nie wypiłam. Rozumiecie? Zerkam na listę składników i nie mogę wyjść z podziwu. Grzybki suszone, imbir, trochę kapusty itd itd. W sumie nie mam nic z tego w domu.

Mimo przeziębienia idę więc do sklepu. Ubieram się ciepło. W kieszeni lista potrzebnych składników. Idę. Jest przedpołudnie, na ulicach pusto. Słońce świeci, jest ładnie. Idąc słyszę jak skrzypi śnieg pod moim ciężarem.

Jeszcze tego samego dnia mając już wszystkie potrzebne składniki robię wywar. Przygotowując go prześladuje mnie ciągle ta sama myśl: Jeszcze chwila i się wzmocnię. Nareszcie!

Wypijamy ten bulion z mężem tego i kolejnego dnia potem jeszcze. Za kilka dni jesteśmy wreszcie zupełnie zdrowi. I w sumie to mógłby już być koniec tej historii…

Ale stało się zupełnie inaczej

Strona z przepisem na bulion regenerujący okazuje się być wspaniałym szczególnym blogiem. Tego dnia nawet nie wiem jeszcze kto i dlaczego go prowadzi. I nawet nie przypuszczam, że będzie miał on jakikolwiek wpływ na moje dalsze życie. Że dzięki temu blogowi zacznę interesować się świadomym życiem, czyli swoim zdrowiem, naturalnymi sposobami jego wspierania. Dowiem się też więcej o jodze i o wielu innych jeszcze rzeczach.

Wolne chwile w następnych tygodniach przeznaczam na czytanie kolejnych wpisów, odkrywam rady, jak mądrze zadbać o siebie i bliskich. Dowiaduje się, że autorka bloga ma też wydane książki. Narasta we mnie chęć posiadania jednej z nich. Póki co jestem stale na blogu i tam dowiaduję się rzeczy, których nigdy nie wiedziałam. To ogrom informacji, które mogą pomóc mi żyć lepiej. Mnóstwo informacji na temat nie tylko ciała ale i duszy.

Zaczynam inaczej podchodzić do życia, do zimy, do gotowania, do stresu, do problemów. Ktoś pokazuje mi dobitnie, że można inaczej. A ja zaczynam to widzieć, zaczynam być tego świadoma.

Tym kimś jest Agnieszka Maciąg.

Po prawie trzech latach jak żywe są dla mnie wspomnienia tego jednego przeziębienia, śniegu na chodniku i bulionu, który gotował się w garnku.  To wtedy zaczęła się dla mnie nowa przygoda życia.

 

Dodaj komentarz

Close Menu