prostydomek.pl

Sami odpowiadamy za to, jak żyjemy. Ja staram się żyć prost. PROSTY DOMEK to miejsce, gdzie przeczytasz o moich doświadczeniach i przemyśleniach z obszaru organizacji życia rodziny. Będzie mi miło, jeśli przyjemnie spędzisz czas a może nawet weźmiesz sobie stąd coś dla siebie.

Doman, Montessori i czytanie sylabami – o skuteczności tych metod w naszym domu

Doman, Montessori i czytanie sylabami – o skuteczności tych metod w naszym domu

Piszę ten tekst dla wszystkich rodziców aktualnie szczerze zainteresowanych nauką czytania swojego dziecka. Piszę dlatego, że sama kiedyś byłam na drodze poszukiwań najlepszego sposobu nauki dla mojego dziecka i najbardziej cenne były dla mnie doświadczenia innych rodziców. Metod, sposobów i podejść do tematu jest przynajmniej kilka. Mnie oczarowały trzy:

  • czytanie metodą Domana
  • podejście Montessori
  • czytanie metodą sylabową

Jeśli jeszcze nie znacie dokładnie konkretnych założeń każdej z tych metod a któraś z Was akurat zainteresowała się jedną z nich odsyłam Was do internetu. Bez problemu natraficie na obszerne materiały, wskazówki i materiały dydaktyczne do kupienia.

Ja każdą z tych metod opiszę krótko bo najbardziej chcę się skoncentrować na tym jak to było u nas, która z tych metod okazała się być najskuteczniejszą? Z mojego punktu widzenia ważna jest nie tylko sama metoda, ale także koszty finansowe, które musimy ponieść dostarczając dziecku materiały oraz łatwość wprowadzenia jej w życie.

Nie chcę też żadnej z tych metod skrytykować i co gorsza poddać w wątpliwość jej skuteczność. Jeśli coś nie funkcjonowało u nas, oznacza to tylko tyle, że nie sprawdziło się u nas. U innych osób może się sprawdzić fantastycznie. To Wy kochani musicie przemyśleć, co Wam odpowiada najbardziej, co Was najbardziej przekonuje i w jaki sposób chcecie się za to zabrać.

Czytanie metodą Domana

Czytanie metodą Domana zagościło u nas w domu jako pierwsze. A to ze względu na to, że zacząć mogą tu już bardzo małe dzieci.

  • Główne założenia

Dorosły pokazuje dziecku karty ze słowami czytając mu każdy wyraz na głos. Duże znaczenie ma ilość kart w ciągu jednej sesji, ilość sesji dziennie i atrakcyjność sesji. Wszystkie reguły, łącznie z planami działań dostępne są w internecie. Efekt pracy jest taki, że dziecko po jakimś czasie samo odczytuje słowa z kart, które pokazuje mu rodzic. Potem z tych znajomych słów układa się zdania. Najpierw krótkie np. tata pije potem dłuższe. Kolejnym etapem są specjalne książeczki do czytania tą metodą.

  • Koszt

Żeby uczyć dziecko tą metodą, potrzebne są do tego odpowiednie karty i jeśli dojdziemy do ostatniego etapu to również książeczki. Takie karty można kupić gotowe, ale kosztują coś powyżej 100 zł . Jeśli jeszcze pomogą dziecku w nauce to można taką sumę jakoś zaakceptować. Gorzej, jeśli nasze karty po miesiącu będą się tylko kurzyć na półce. Ci bardziej zaradni powiedzą, żeby karty zrobić sobie samemu. Będzie taniej. Z pewnością. Ale musimy poświęcić na to nasz czas. Robiąc karty trzeba trzymać się też wytycznych, które są moim zdaniem ważne. Czcionka nie może być zbyt mała, a karty lepiej żeby były wytrzymałe (tak żeby starczyły nam na dłużej). Każdy musi sam zdecydować, czy kupuje gotowce czy uruchamia produkcję w domu.

Ja wybrałam wariant – kupuję karty, a potem sprzedaję jako używane. I tak też się stało. Zestawy sprzedałam (piszę zestawy bo mieliśmy też do matematyki) jak tylko odstawiliśmy tę metodę ostatecznie na bok.

  • Jak długo czytaliśmy metodą Domana i jak skuteczna ta metoda była u nas?

Karty były u nas w domu coś koło roku na pewno z przerwami, kiedy zapał nam mijał. Ponoć głównym warunkiem powodzenia w tej metodzie jest regularność i atrakcyjność sesji. O to akurat się postarałam (jeśli mieliśmy właśnie fazę na karty), więc do końca nie wiem co spowodowało, że jednak nie dzięki tej metodzie mój syn nauczył się czytać. A może wręcz przeciwnie – osiągnęliśmy dzięki tej metodzie sporo? Dotarliśmy bowiem do momentu, kiedy moje dziecko potrafiło „odczytać” około ponad 30 słówek z kart. Bawiliśmy się też w czytanie zdań. I wszystko fajnie i super, ale to odczytywanie było stricte z pamięci. Z drugiej strony jest w tym wszystkim dużo prawdy. Bo jeśli taki mały brzdąc „czyta” tyle słów to w jakiś sposób ta metoda rzeczywiście działa. Nie można zaprzeczyć. Pytanie tylko, czy można nazwać to czytaniem. To był ten moment, kiedy pomyślałam, że nie chcę iść już tą drogą dalej, wolę ugryźć ten temat od innej strony i rozejrzałam się za innymi sposobami. Mój syn miał wtedy coś koło 3,5 roku. Na końcu muszę też powiedzieć, że przeprowadzanie sesji czytania mimo gotowych kart wcale nie jest takie łatwe. Szczególnie jeśli zaczynamy z bardzo małymi dziećmi. Trzeba robić to w momencie, kiedy dziecko jest w dobrym nastroju (wyspane, najedzone).  Łatwo przegapić porę czytania, metoda wymaga od rodzica dobrego zorganizowania.

Montessori

Montessori wywarło na mnie bardzo duże wrażenie. I nie tylko samo podejście i techniki nauki czytania ale cała koncepcja nauki generalnie. Montessori to mądre pomoce do nauki. To pomoce estetyczne i trwałe. Montessori to nauka przemyślana. Montessori daje możliwość dziecku nauki czegoś nowego samodzielnie. Nauczyciel, rodzic daje tu tylko wskazówki i udostępnia pomoce. Przykładem mogą być tu chociażby tabliczki z literami. Znacie je? Czerwone i niebieskie na samogłoski i spółgłoski. Na tabliczce jest litera, która jest szorstka. Dziecko może paluszkiem kreślić jej kształt. Do tego tacka z kaszką manną do pisania tej litery obok i dziecko zdobywa nowe umiejętności.

  • Główne założenia

Montessori to dużo pomocy dydaktycznych i sposobów ich zastosowania. Montessori zakłada, że dziecko najpierw uczy się pisać a potem dopiero czytać to co napisało. Zapragnęłam mieć więc takie tabliczki z literami dla mojego dziecka.

  • Koszt

Ich cena na rynku jednak mnie powaliła. W internecie dzięki wpisom innych rodziców dowiedziałam się, jak je zrobić w domu samodzielnie. Razem z mężem wykonaliśmy je więc sami. Deseczki trzeba było pomalować a literki wyciąć z papieru ściernego. Sporo pracy. Również tackę kupiłam w markecie, spód tacy wymieniliśmy na plexi ucięte pod wymiar.

  • Jak długo stosowaliśmy Montessori i jak skuteczna ta metoda była u nas?

Z Montessori jeśli chodzi o samo czytanie wzięliśmy dla siebie tylko pracę z tabliczkami, więc jak się domyślacie –  tylko dzięki nim nasze dziecko nie nauczyło się czytać. Montessori idzie w tym temacie dalej. Niestety materiały są strasznie drogie a zrobić wszystko samemu …. no cóż …. każdy musi tu sam zadecydować. Powiem Wam, że z Montessori wzięliśmy dla siebie np. układanie pomocy na półkach, w naszym kąciku pracy zapanował ład a nasze dziecko nauczyło się odnosić rzeczy z których korzystało na miejsce.

Czytanie metodą sylabową

To nie tak, że nauczenie dziecka czytania było jakimś moim priorytetem. Cały czas byłam jednak po prostu przekonana, że lepiej nauczyć się przez zabawę w luźniej atmosferze w domu niż zostawić to zadanie szkole. Gdy syn miał coś koło 5 lat poczytałam sobie o kolejnej metodzie. Sylabowej. Ta ujęła mnie swą prostotą.

  • Główne założenia

Dziecko zaczyna naukę od samogłosek, potem kolejno dochodzą do tego spółgłoski w sylabach. Mamy więc w wielkim skrócie mówiąc PA PO PU PI PY AP OP UP IP YP. Kolejno pojawiają się wyrazy z tymi sylabami. Super jest tu to, że mamy do tego opracowaną całą serię książeczek „Kocham czytać”.

  • Koszt

A jeszcze lepsza wiadomość jest taka, że jedna książeczka kosztuje około 10 zł. Nie musimy kupować od razu całego zestawu, chociaż oczywiście możemy to zrobić. Możemy kupić kilka książek na próbę, albo …. okaże się, że więcej książeczek już nie potrzebujemy. Ja kupiłam sześć i to wystarczyło! Zupełnie też zrezygnowałam z pierwszego numeru, który zawiera same samogłoski. Samogłoski mieliśmy już wcześniej opanowane, dzięki tabliczkom Montessori.

Tu możecie zapoznać się i zakupić  książeczki z których my korzystamy.

  • Jak długo stosowaliśmy metodę sylabową i jak skuteczna ta metoda była u nas?

Po tych kilku książeczkach moje dziecko załapało na czym polega czytanie. Książeczki czytane były u nas wielokrotnie. Na różne sposoby. Czytaliśmy my, czytał nasz syn. Pierwsze numery znał potem na pamieć. Gdy nasyciliśmy się tymi książeczkami a też po części i znudziliśmy zamiast kupować kolejne numery sięgnęliśmy po „Elementarz do czytania metodą sylabową”. Czytaliśmy dalej metodą sylabową, idąc kartka po kartce. Kiedy jakaś literka była zbyt trudna lub wyrazy zbyt długie moje dziecko samo wracało do pierwszej strony. I czytało od początku. Samo dostrzegało, jak dobrze mu idzie z pierwszymi stronami. W zasadzie nie potrzebowaliśmy więcej książek, ponieważ ta jest obszerna i zupełnie wystarczy do doskonalenia czytania.

Tu znajdziecie książkę, o której mowa.

Zdecydowanie mogę powiedzieć, że moje dziecko nauczyło się czytać od momentu kiedy zaczęło składać litery w sylaby. Gdybym znała tę metodę wcześniej najprawdopodobniej nigdy nie sięgnęłabym po Domana. Dziś nie mam też żadnych obaw co do stosowania w tej metodzie tylko dużych liter. Dziecko potrafi płynnie przejść później do czytania tekstów z małymi literami.

Moje drugie dziecko ma teraz 4 lata. Książeczki do czytania metodą sylabową siłą rzeczy już zna bo mieliśmy je w domu i mu się podobają. Często po nie sięga. Myślę, że spokojnie nauczy się z nimi czytać.

A jak jest u Was? Stosujecie którąś z tych metod u siebie z powodzeniem?

Dodaj komentarz

Close Menu