prostydomek.pl

Sami odpowiadamy za to, jak żyjemy. Ja staram się żyć prost. PROSTY DOMEK to miejsce, gdzie przeczytasz o moich doświadczeniach i przemyśleniach z obszaru organizacji życia rodziny. Będzie mi miło, jeśli przyjemnie spędzisz czas a może nawet weźmiesz sobie stąd coś dla siebie.

Czy ogródek warzywny wymaga dużego nakładu pracy?

Czy ogródek warzywny wymaga dużego nakładu pracy?

Jeśli właśnie zastanawiacie się czy założyć ogródek warzywny to z pewnością gdzieś z boku pojawia się również pytanie, czy wystarczy Wam czasu na prace związane z jego prowadzeniem. Czy zielsko zostanie wyrwane na czas a warzywa podlane. A wreszcie czy wszystko to zrobicie z zadowoleniem na twarzy czy padniecie zmęczone wieczorem na łóżko. Bo przecież nie o to chodzi w życiu, żeby brać na siebie za dużo zadań. A ogródek warzywny to często zajęcie dodatkowe przecież obok tych wszystkich domowych i zawodowych. W tym wpisie powiem Wam dzisiaj, czy z mojego punktu widzenia ogródek warzywny wymaga dużego nakładu pracy i czy naprawdę jest tak, że zielsko rośnie w oczach i plewienia nie ma końca.

Mój ogródek warzywny jest stosunkowo mały

Na pytanie czy ogródek warzywny to również duży nakład pracy chcę odpowiedzieć z mojej perspektywy. Mogę mówić tylko za siebie. A każdy będzie miał tu swoje odmienne zdanie.

Spotkałam się już z osobami, które uprawiają swoje warzywa od lat i ich doświadczenie jest ogromne a narzekań na ogrom pracy nie ma końca ….. Podejrzewam, że powodem takiego narzekania może być to, że te osoby mają bardzo duże powierzchnie do „obrobienia”. Zbyt duże jak na ich możliwości.

A tak niestety już jest, że na większej powierzchni jest więcej pracy.

W poradnikach często piszą o tym, by właśnie najpierw zacząć prace na mniejszej powierzchni a w kolejnych latach ewentualnie powiększyć obszar.

My podeszliśmy do sprawy rozsądnie i nie mamy dużego ogródka.

Ogród wiosną

To naprawdę nie jest duża powierzchnia i dla mnie mój ogródek warzywny jest mały. I chyba dlatego moim zdaniem nie mamy aż tak dużo pracy, na pewno nie narzekamy na jej nadmiar.

Powiem szczerze, że tego obszaru nie zamierzam powiększać, bo teraz jest dla nas akurat idealnie. Około 10 m x 20 m to dla nas akurat nie za dużo i nie za mało.

To wystarczająco dużo miejsca, by swoje miejsce znalazły: lubczyk i szczypior wieloletni, cebula, marchewka ( u mnie nawet wysiana ta wczesna i późna w dwóch różnych miejscach), sałata, rzodkiewka, cukinia, pory, selery, ogórki, fasola, buraczki, szpinak, pomidory i kasta na zioła.

Mamy na tej powierzchni wszystko na czym mi zależy. Ilości zebranych warzyw są idealne dla naszej 4 osobowej rodziny. A czasem myślę, że i tak jest ich zbyt dużo. Sąsiada obdarowaliśmy fasolką już dwa razy.

Nie widzę potrzeby, żeby powiększać teren. Ani też żeby zmniejszać.

Jeśli Wasza rodzina to ciągle wasza dwójka, powiedziałabym, że śmiało ten ogród może być mniejszy. I też zmieścicie na nim wszystkie warzywa, które wymieniłam wyżej, tylko w mniejszych ilościach.

Skoro już wiecie, że według mnie ta powierzchnia jest „akurat” i dzięki temu tej pracy nie jest dużo, to teraz Wam powiem, ile tej pracy przy takiej powierzchni faktycznie jest i czy jest może coś jeszcze, co ma wpływ na to, że będziemy mniej lub więcej zapracowane.

Mały ogródek to znaczy, że ile jest tej pracy?

Nigdy nie mieliśmy uczucia, że tej pracy jest tu za dużo. Naprawdę nie trzeba codziennie wyrywać chwastów. Przy niektórych warzywach zielsko trzeba wyrywać częściej, bo szybciej rośnie, przy niektórych tylko raz. Tak jest na przykład z fasolą, którą plewiłam bodajże tylko raz, a potem zaraz urosła i w tych fasolowych liściach zielsko w zasadzie potem już nie rośnie. Kilka razy musiałam przejść natomiast marchewkę i buraczki zanim wyrosły na tyle, że zielsko tam zwolniło i teraz w zasadzie tam już też nie rośnie.

Systematyczność jest ważna

Prace zazwyczaj dzieliłam sobie tak, że jednego dnia ogarniałam jedno warzywo. Czyli jednego dnia wyczyściłam wszystkie rzędy marchewki, kolejnego buraczki i tak dalej. Nie do końca prawdą jest, przynajmniej na ten czas mam takie zdanie, że „jak już dojdziesz do końca to możesz zacząć od początku”. W moim odczuciu jak się wszystko w np. 4 dni przejdzie to potem naprawdę jest dobrych kilka dni spokoju. A biorąc sobie codziennie jedno warzywo na celownik ( a nie pół ogrodu) to jest to jakieś do pół godziny pracy. Wychodzi na to, że jak w wielu innych sprawach, tak i przy ogrodzie lepiej jest podzielić sobie prace na mniejsze i robić je np. kolejno przez 4 dni niż chcieć zrobić wszystko w jeden dzień. To wtedy jest tej pracy za dużo, zaczyna się narzekanie i „bolą plecy”.

Obok plewienia zostaje już tylko nawożenie, które prawie nie zajmuje czasu i podlewanie, które jeśli mamy zraszacz ogrodowy ogranicza się tylko do odkręcenia kranu, przestawiania zraszacza co jakiś czas w nowe miejsce i zakręcenia kranu. Ogórki czy pomidory, które nie lubią zimnej wody musimy ominąć i podlać wężem od dołu albo konewką.

Gdy pojawią się nieproszeni goście, np. krety, mrówki musimy zastanowić się jak ochronić nasze warzywa przed zniszczeniem i ewentualnie poświęcić problemowi trochę czasu.

Ogród prowadzony we dwójkę

Duży wpływ na to, czy tej pracy jest dużo czy nie ma to, czy działamy same czy w duecie. Może nam pomagać mąż, możemy działać wspólnie z mamą, teściową, siostrą.

Ja wykonuję prace razem z mężem. I to on wykonał tę najtrudniejszą bo najcięższą fizycznie pracę jaką jest przekopanie ogrodu i wzbogacenie ziemi obornikiem. To naprawdę moment w ogrodzie, gdzie tej siły fizycznej trochę potrzeba, i kolejny powód, dlaczego nie warto brać powierzchni ponad swoje siły. Po co narzekać?

Lepiej jest mieć mniej ale zadania robić z przyjemnością.

Czasami razem wyrywaliśmy zielsko, ja w marchewkach, on w porach i selerach. Praca szła szybciej, ale dla każdego z nas było to maksymalnie do pół godziny pracy.

Trzeba lubić tę pracę

To kolejny ważny punkt. Jeśli robimy coś co lubimy, to to nas po prostu nie męczy, a jeśli już to tak „pozytywnie”. A co więcej mamy z tego satysfakcję. Jeśli wykonujemy coś, na co ochoty nie mamy, to tej pracy zawsze jest „za dużo” i bardzo się przy tym męczymy.

My oboje bardzo lubimy pracować w ogrodzie. I chętnie poświęcamy mu około pół godziny codziennie. Oczywiście tak jak pisałam wcześniej, są momenty, że nie musimy nic robić, albo jedyną rzeczą którą robimy to zerwanie warzyw. Dzieci również chcą pomagać. Pograbią, podleją.

Decydując się na zakładanie ogródka warzywnego przemyślcie sobie jego wielkość, pracujcie systematycznie, codziennie zróbcie trochę a nie „ogród w jeden dzień” i najlepiej w parze z kimś. Wtedy nigdy nie powiecie, że tej pracy jest za dużo.

Myślę, że nakład pracy można spokojnie dostosować do naszych możliwości czasowych.

A potem na talerzu mamy naszą największą nagrodę – warzywa bio 🙂

Fasolka, ogórki, pomidorki, szczypiorek, marchewka z naszego ogródka 🙂

Dodaj komentarz

Close Menu