prostydomek.pl

Sami odpowiadamy za to, jak żyjemy. Ja staram się żyć prost. PROSTY DOMEK to miejsce, gdzie przeczytasz o moich doświadczeniach i przemyśleniach z obszaru organizacji życia rodziny. Będzie mi miło, jeśli przyjemnie spędzisz czas a może nawet weźmiesz sobie stąd coś dla siebie.

Co powinna wiedzieć młoda mama o zabawkach?

Co powinna wiedzieć młoda mama o zabawkach?

Zabawki są w porządku. Zabawki pomagają w rozwoju różnych sprawności naszych dzieci. Nie mam nic przeciwko zabawkom.

Ale jestem mamą już z ośmioletnim stażem i dziś patrzę na zabawki inaczej niż siedem lat temu.

I chciałabym patrzeć na nie kiedyś dokładnie tak jak patrzę na nie teraz. W mojej kieszeni zostałoby sporo pieniędzy …. a moje dzieci na niczym by nie straciły. Mówię to z całą świadomością.

Jeśli Wasze dziecko jest jeszcze małe, możecie jeszcze uniknąć zbędnego wydawania pieniędzy przez najbliższe lata.

Do tego potrzebne jest przekonanie, że Wasze dziecko nie potrzebuje każdej nawet tej najlepszej, najwartościowszej zabawki.

Mój wpis zdecydowanie nie jest dla osób, które biorą życie tak jak leci i nie myślą o zagraconym pokoju malucha, o tym, że kiedyś te zabawki trzeba będzie wyrzucić po prostu, oddać innym dokonując czasochłonnej segregacji lub sprzedać jako używane co również zabierze sporo czasu. Takie osoby mogą mnie po prostu nie zrozumieć.

Porównajcie moje spojrzenie sprzed kilku lat z dzisiejszym i z pewnością same wyciągniecie wnioski.

Co myślałam o zabawkach kilka lat temu?

Myślałam o tym, że moje dziecko musi je mieć i nie ograniczałam się w tym temacie. Ich ilość była dla mnie nieważna, najważniejsze, żeby mieć czym się bawić. No bo co zrobić, gdy na propozycję budowania kolejki albo gaszenia pożaru dziecko odpowiada NIE? Trzeba mieć kolejne asy w rękawie.

Tak myślałam kiedyś. Też tak akurat myślisz? To jesteś w pułapce.

I dlatego budowałam miesiąc po miesiącu naszą „bazę” zabawek. Wóz strażacki, policyjny, mały, duży, seria Boba Budowniczego, gdy była na niego faza, klocki Lego Duplo, drewniane to już klasyk, więc też muszą być, resoraki, no bo chłopcy i tak dalej i tak dalej. Dokładnie tak samo w temacie zajęć plastycznych. Plastelina ale dla urozmaicenia ciastolina, kredki takie i owakie, farbki, kolorowanki. Cuda wianki.

Nigdy nie było u nas zagracenia. Zabawki miały swoje miejsce na półkach i dzieci uczyły się odkładać je na swoje miejsce. Ale i też ta nauka sama nie przychodziła, trzeba dzieciom było tłumaczyć spokojnie i cierpliwie.

Bywało często, że moje dzieci ciągle nie miały w co się bawić. A ja zamiast zredukować ilość zabawek w pokoju, zastanawiałam się, co by tu dokupić, by wreszcie „trafić” w ich zainteresowania.

A co o zabawkach myślę teraz?

Nie wiem jak, na pewno wiem, że sama do tego wniosku doszłam, że tych zabawek chłopcy mają za dużo. Że nie tędy droga. Że jeszcze parę lat przed nami z tymi zabawkami, ale jak tak dalej pójdzie, to moje dzieci nie będą umiały się bawić zabawkami, tylko będą umiały je oglądać, przekładać itd. Rozumiecie? Nie natrafiłam na żaden mądry wpis ani na artykuł w gazecie. Nie wiem, czy po prostu potrzeba temu rodzicowi czasu na to, by sam się zorientował, że nie tędy droga?

Teraz myślę, że

  • zabawki, tak jak pisałam Wam wcześniej są potrzebne, ale nie można przesadzić z ilością.
  • brak jakiejś zabawki, która rzekomo pozwala na nabycie takich a takich umiejętności absolutnie nie spowoduje, że dzieci tej umiejętności nie nabędą.

Gdy ma się wszystko, nic tak mocno nie cieszy

Dzieci nie doceniają tego, że dostają nową rzecz, gdy dostają je zbyt często. To dla nich jest wtedy zupełnie naturalne, oczywiste. Dla rodziców naturalne, dla wszystkich. Biorą taką zabawkę i często wcale nie staje się ona ulubioną, tylko albo szybko się psuje, bo jest słabej jakości albo ląduje gdzieś w kącie zapomniana.

Złoty środek

Od dłuższego czasu ( idzie w latach) mocno ograniczyliśmy ilość zabawek dzieciom, wychodząc z założenia, że nie mając czegoś użyją swojej fantazji, i wymyślą te potrzebne rzeczy w swojej głowie.

Kiedyś mieliśmy kuchnię, garnki plus owoce, warzywa do zabawy. Ikea, taka fajna, widziałyście? Kusi, żeby dziecko taką miało. No nas też skusiło. Gotowania było trochę, ale jeszcze więcej bałaganu. Do garnków lądowały wszystkie możliwe części zabawek, lego … no wszystko. Najbardziej wkurzało przy tym wiecie, że oni mieli do gotowania warzywa, owoce, jakiś chleb czy frytki. Ale to wszystko gubiło się wśród innych zabawek. Robił się zawsze bałagan. I kto to miał sprzątać? Dzieci nawet gdyby je poprosić chyba nie dały by najzwyczajniej rady oddzielić i posortować te wszystkie zabawki. Ja w którymś momencie się poddałam. Komplet sprzedaliśmy i skończył się ten cały rozgardiasz. Resoraki wreszcie zaczęły być resorakami, a klocki klockami. A moje dzieci ciągle miały się czym bawić. W pokoju dalej były zabawki.

Dziś mój młodszy syn piecze torty w misce mojej kuchennej przy użyciu tylko zwykłej słomki i wypieka je na półce ławy w salonie. Są niewidzialne, ale wypieka najróżniejsze, czekoladowe i truskawkowe uwierzcie mi. Potem kroi nam po kawałku. Można? Można….

Ja już przeszłam przez ten cały etap od grzechotki po Lego. W połowie drogi poszłam po rozum do głowy na szczęście dla mnie i myślę też i dla dzieci. Gdybym miała tę wiedzę co teraz i gdybym miała teraz zostać z tą wiedzą mamą z pewnością kupiłabym tych zabawek o wiele wiele mniej. I głowę miałabym spokojniejszą, bo nie myślałabym, co by tu jeszcze tym dzieciom kupić, żeby miały się czym bawić.

Inną sprawą jest, gdy widzimy, że dziecko coś wciągnęło na maksa, że na przykład rycerze to teraz cały jego świat. To super !!! Tu chętnie dokupowałabym mu co jakiś czas coś do kolekcji.

Bo też nie chodzi mi o to, żeby nie kupować czegoś, co dziecku frajdę przynosi, tylko raczej o to, by nie kupować wszystkiego na ślepo, co tylko rynek oferuje.

A jak jest u Was? Na jakim jesteście etapie? I jakie macie podejście do zabawek? Chętnie się dowiem, czy miałyście podobnie jak ja. Piszcie proszę w komentarzach.

Dodaj komentarz

Close Menu