prostydomek.pl

Sami odpowiadamy za to, jak żyjemy. Ja staram się żyć prost. PROSTY DOMEK to miejsce, gdzie przeczytasz o moich doświadczeniach i przemyśleniach z obszaru organizacji życia rodziny. Będzie mi miło, jeśli przyjemnie spędzisz czas a może nawet weźmiesz sobie stąd coś dla siebie.

Co pomaga mi łatwiej wejść w nowy rok szkolny

Co pomaga mi łatwiej wejść w nowy rok szkolny

W momencie, gdy zaczyna się nowy rok szkolny, przychodzę do Was z postem o tym, jak łatwo i bezstresowo wejść w ten nowy po wakacjach rytm.

Czas wakacyjny właśnie się kończy a przed nami życie z zegarkiem w ręku i wyprawienie naszych pociech do szkoły/ przedszkola.

U nas jest to czas podwójnie niezwykły. Wróciliśmy do Polski z emigracji. Wakacje poświęciliśmy na urządzenie się w domu. Oczywiście załatwialiśmy też sprawy takie jak internet, szkoła czy przedszkole, ale staraliśmy się robić to „pomiędzy”. Był więc też czas na odpoczynek, na korzystanie z uroków lata. Mogłam spędzić całe dwa miesiące z dziećmi od rana do wieczora i co najważniejsze – nigdzie się nie spiesząc.

Od przyszłego tygodnia nasz dzień będzie wyglądał inaczej. Ja idę do pracy, mąż też a dzieci do szkoły i przedszkola.

Warto, aby mimo zmienionego rytmu dnia ciągle korzystać z życia a nie być przytłoczonym nadmiarem obowiązków.

Ja jestem bardzo spokojna o nasze pierwsze tygodnie. Kolejne też oczywiście.

Dlaczego?

Bo działam, bo się organizuję. Ale tak, że mnie to nie przerasta.

Nie pozwalam sobie na to, żeby „jakoś to było”, bo wiem, że wtedy głodna będę myśleć o tym co na obiad, kłaść się późno wieczorem a w ciągu dnia nie znajdę chwili na odpoczynek. Uuu tylko nie to!

Dobra organizacja

Myślę, że kluczem do tego, by łatwo wejść w nowy rok szkolny jest dobra organizacja. I nie mam na myśli tutaj tylko ustalenia, o której godzinie wyjść z domu ale organizację wszystkiego po prostu co dotyczy funkcjonowania w domu.

Jak się więc zorganizować? Każdy musi to zrobić najlepiej jak umie i indywidualnie dopasowując się do swojej własnej sytuacji.

Dobra organizacja u mnie w domu to …

  • Wiem, o której będę budzić moje dzieci. Wystarczająco wcześnie, żeby w spokoju zjadły pierwszy posiłek i żeby bez pośpiechu wyjść z domu. Wiem, ile czasu zejdzie im na ubieraniu się. Mam dwóch chłopców więc powiem Wam, że idzie to dość szybko.
  • Wiem, co pojawi się na śniadania tydzień w tydzień i wiem, że dzieci jedzą to chętnie. U nas w domu w ciągu tygodnia rano sprawdza się taki oto schemat:
  1. poniedziałek owsianka z musem jabłkowym i herbata
  2. wtorek owsianka z musem jabłkowym i herbata
  3. środa chleb z miodem i herbata
  4. czwartek kulki zbożowe z mlekiem (tak, te niezdrowe …) i herbata
  5. owsianka z bananem, odrobiną syropu klonowego i herbata
  • Śniadania są jak już wyżej pisałam ciągle te same. Ja nie marnuję ani minuty, by zastanowić się co dziś na śniadanie, wszystkie produkty mam w domu a dzieciom posiłki się nie nudzą, bo wszystko to im smakuje i umówmy się, jakieś urozmaicenie jest.  Ja nie zawracam głowy dzieciom pytaniami typu „Z miodem czy dżemem?” albo „Z kiełbasą czy żółtym serem”. Wiem, że długo by się zastanawiały, zmieniały decyzje. To by nam nie służyło. U nas kolacja jest tą porą, gdy na spokojnie każdy może wybrać co chciałby zjeść.
  • Wiem, co będę dawać dzieciom na drugie śniadanie do szkoły i przedszkola. Kanapki, owoc (jabłko – banan) to moja baza.
  • Kanapki też robię praktycznie ciągle te same. Piekę mięso w piekarniku, które potem kroimy w plastry właśnie do kanapek. Oprócz tego pojawi się w tygodniu pasztet i kiełbasa (wcześniej ugotowana i krojona na zimno w plasterki) od lokalnego dostawcy. Jeśli teraz któraś z Was pyta „Jak to, nie ma żółtego sera? Ani humusu?” albo skomentuje „Co to za matka, co ciągle to samo dzieciom daje?” to odpowiadam, że żółtego sera czy humusu nie ma, bo moje dzieci tego nie chcą jeść. Być może kiedyś im to posmakuje, ale póki co nie. Nie daję im tego, żeby potem nie przynosiły śniadaniówki z niezjedzonym śniadaniem. Jeśli Wasze dzieci lubią żółty ser albo inne rzeczy, to super. Mam nadzieję, że zauważyłyście co chciałam Wam przede wszystkim pokazać. Że bazuję cały czas na tych samych produktach. To ułatwia bardzo życie. Ja nie stoję przed regałem w markecie pełnym wędlin różnych i decyzją, co kupić w tym tygodniu.  Daję za to do kanapki coś, co upiekliśmy sami w domu. Pierwsze śniadanie nie jest takie samo jak drugie – to też ważne.
  • Wiem, co będę gotować na obiady. U nas wszyscy jemy w domu obiad. Również dzieci. Muszę wiedzieć wcześniej co to będzie, żeby mieć produkty.
  • Wiem, co będziemy jedli na podwieczorek w ciągu roku szkolnego. A teraz na tydzień przed uzupełniam zapasy ciastek swojej produkcji. Potem będę robić to regularnie co pewien czas.
  • Właśnie teraz robię pranie i to tyle prania, by kosze na pranie w poniedziałek były puste. W ten sposób do tematu prania podejdę dopiero  za tydzień. Wiem, że w tygodniu nie zrobię prania. Pierwszy tydzień jest podwójnie trudny – wszystko nowe, szkoła, praca. Nie wcisnę w to prania.
  • Wiem, kiedy porządkuję dom – czyli na bieżąco i wiem, kiedy sprzątam dom – czyli dwa razy w tygodniu. Porządkuję a sprzątam to dla mnie dwie różne czynności. Nie ma u mnie sytuacji, gdzie nie sprzątam bo czysto, nie sprzątam bo jeszcze jakoś to wygląda a potem nagle któregoś dnia patrzę, rozglądam się i z przerażeniem mówię „Jak tu brudno! Muszę dzisiaj jeszcze tę podłogę ogarnąć!”. Sprzątam w ustalone dni, dzięki temu zawsze dom wygląda dobrze. Staram się sprzątać w te dni, kiedy nie gotuję. I sprzątam nie narzekając, że muszę sprzątać. Po prostu to robię. Z automatu. Bez dyskusji i bez użalania się. Sprzątam sprawnie. To też ważne. Wyćwiczyłam się w tym po prostu, żeby sprzątać sprawnie.

Dla mnie to są właśnie takie sprawy, które jeśli są – pozwólcie że tak to nazwę –  „zautomatyzowane” to strasznie ułatwiają życie.

Nie wyobrażam sobie, żeby nie mieć gotowania, sprzątania czy prania zaplanowanego.

Wtedy może się zdarzyć, że robotę się przekłada (z lenistwa) albo nie dostrzega a potem trzeba ogarnąć wszystko na raz. Uwierzcie mi, to już nie jest wtedy takie fajne. Kiedyś tak było u mnie i wiedziałam, że na dłuższą metę nie chcę tak żyć. Kosztuje to sporo sił a co najgorsze, daje takie poczucie, że ZA DUŻO TEGO WSZYSTKIEGO, ŻE MAM TEGO DOSYĆ, ŻE TO MNIE PRZYTŁACZA!

A ogarnięcie podstawowych potrzeb rodziny powoduje, że lepiej radzimy sobie ze wszystkimi pozostałymi zadaniami, których przecież -nie oszukujmy się – nie brakuje.

Trzeba sobie radzić. Innej rady nie ma.

A Wy? Macie jakieś swoje triki, wypróbowane rozwiązania, żeby dobrze radzić sobie z obowiązkami?

 

 

Dodaj komentarz

Close Menu